[Kostrzyn -> Postdam]
Start.
Środa, 11 lipca 2007
· Komentarze(0)
Kategoria Wyprawa Wędrownicza 2007, Turystyczne
[Kostrzyn -> Postdam]
Start. Burmistrz Kostrzyna żegna 24 śmiałków. Zjawiają się też jakieś media - radio, telewizja, chyba też gazety. Nastroje pozytywne, choć widać lekkie podenerwowanie. Prawie 2 lata przygotowań, a przed wyjazdem wielu rzeczy nie udało się dograć. Trudno, będziemy się martwić potem.
Granicę przekraczamy o 9.30. Wzbudzamy zainteresowanie straży granicznej, aczkolwiek przeszukań nie było :P (prezydent ponoć interweniował wcześniej w sprawie naszych immunitetów).
Tabliczki z trasą R1 - naszą ścieżką aż do Calais. napotykamy już na granicy. I zaraz potem je gubimy. Grupa, co było do przewidzenia, rwie się na mniejsze. Ja nieco niedostosowany do różnego tempa grup, po pierwszych kilometrach postanawiam jechać samotnie.
Po południu pogoda mocno się psuje. Przedni wiatr się wzmaga, potem zaczyna mocno padać. A jeszcze nawet nie zdobyliśmy Berlina. Rwę dalej samotnie. Berlin okazuje się labiryntem, zbyt trudnym dla mojego GPSa ;]. Tracę ponad 2 godziny błądząc w mieście w deszczu. Robi się ciężko, ledwie dobijam do bazy.
Nocleg w Postdamie, a właściwie na jego końcu. Docieram około 22. Na mecie jest tylko jeden z dwóch samochodów wsparcia. Czekamy. Kładę się spać około północy, ostatnia grupa grupa dociera około 3 rano. Nastroje nietęgie. Boję się, że będą chcieli zrezygnować... ale nie :)
Start. Burmistrz Kostrzyna żegna 24 śmiałków. Zjawiają się też jakieś media - radio, telewizja, chyba też gazety. Nastroje pozytywne, choć widać lekkie podenerwowanie. Prawie 2 lata przygotowań, a przed wyjazdem wielu rzeczy nie udało się dograć. Trudno, będziemy się martwić potem.
Granicę przekraczamy o 9.30. Wzbudzamy zainteresowanie straży granicznej, aczkolwiek przeszukań nie było :P (prezydent ponoć interweniował wcześniej w sprawie naszych immunitetów).
Tabliczki z trasą R1 - naszą ścieżką aż do Calais. napotykamy już na granicy. I zaraz potem je gubimy. Grupa, co było do przewidzenia, rwie się na mniejsze. Ja nieco niedostosowany do różnego tempa grup, po pierwszych kilometrach postanawiam jechać samotnie.
Po południu pogoda mocno się psuje. Przedni wiatr się wzmaga, potem zaczyna mocno padać. A jeszcze nawet nie zdobyliśmy Berlina. Rwę dalej samotnie. Berlin okazuje się labiryntem, zbyt trudnym dla mojego GPSa ;]. Tracę ponad 2 godziny błądząc w mieście w deszczu. Robi się ciężko, ledwie dobijam do bazy.
Nocleg w Postdamie, a właściwie na jego końcu. Docieram około 22. Na mecie jest tylko jeden z dwóch samochodów wsparcia. Czekamy. Kładę się spać około północy, ostatnia grupa grupa dociera około 3 rano. Nastroje nietęgie. Boję się, że będą chcieli zrezygnować... ale nie :)




