Pierwszy raz od zakończenia wyprawy wsiadłem na rower... nie dlatego że nie chciałem, ale nie mogłem - bo rower nie wrócił ze mną do domu. I tym sposobem cały sierpień spędziłem bez mangusty :(
Głównie to miejsko kręcę i turystyka rowerowa też mnie pociąga. Na zawody co roku się wybieram i co roku odkładam na za rok ;)
Często się gubię, rozwalam sprzęt w pył przy zawrotnych prędkościach 20km/h i nieustannie trafiam na najgorsze deszcze. Dlatego nikt ze mną nie jeździ :D